W epoce informacji

OBRAZ RUCHOMY

Obra­zu ruchomego, a wskutek fascynacji telewizją wielu prognostów prze­widuje zmierzch słowa drukowanego. Słowo drukowane rzeczywiście btanie się przedmiotem kunsztownego i zbytkownego rzemiosła, ale słowo „pisane” w społeczeństwach elektroniki i łączności zyska nowe szanse, wyrwawszy się z tyranii papieru. Czy McLuhan ma rację, za­kładając, że abstrakcja słowa pisanego zejdzie na dalszy plan wobec inwazji dosłowności „żywego obrazu”, nie wiemy; słowo, zarówno pisa­ne, jak mówione, nie będzie oczywiście wyręczało przekazu obrazowe­go, jak to musiało robić do tej pory, ale czy jego potęga zostanie zła­mana, czy obraz je przytłoczy? Ekspansja obrazu postąpi dalej.

EKSPANSJA OBRAZU

Od telewizorów z wypukłym kine­skopem o małej powierzchni — przejdziemy do płaskich, wielkich ekra­nów, mogących zajmować w mieszkaniu nawet i całą ścianę. Zbudowa­ne będą one w sensie fizycznym tak samo jak wspominane ekrany do przekazu słowa drukowanego, albo też raczej będą służyły obu celom jednocześnie. Nie wiemy jeszcze, która z metod, badanych przez fizykę ciała stałego, zwycięży, ale wiadomo już, że każda z nich przyniesie urządzenia znacznie tańsze w eksploatacji niż dzisiejsze telewizory — po prostu będą zużywały niewspółmiernie mniej energii elektrycznej. Współczesne polskie telewizory roku 1973 angażują co wieczór jedną wielką elektrownię; w przyszłości dla znacznie większej liczby odbior­ników wystarczy ułamek tej mocy.

NA GRANICY BANKRUCTWA

Kina wówczas znajdą się na granicy bankructwa, bo teoretycznie nawet i cinerama — kino superszerokiego ekranu, i circarama — kino z obrazem otaczającym widza ze wszystkich możliwych stron, jest technicznie do pomyślenia w wydaniu domo­wym. Proszę sobie uzmysłowić, że nie mówimy tu o obrazie holograficznym, trójwymiarowym; w stosunku do całościennego obrazu kolorowego nie musi on okazać się aż taką rewelacją, zwłaszcza że ta sensacja technicz­na dość długo będzie drogą zabawką — wymaga przekazywania ogrom­nych ilości informacji i chyba rozwinie się od razu w formie kasetowej, z pominięciem masowego przekazu.

ZMIERZCH OBRAZU WYMUSZONEGO

Tu już doszliśmy do środków technicznych niweczących dominację masowych środków przekazu, czyli środków „odbioru wymuszonego”. Obraz w kasecie lub na płycie, podobnie jak głos zarejestrowany na taśmie magnetycznej czy też płycie „hi-fi”, stanie się konkurentem ob­razu emitowanego przez centra telewizyjne, a nawet weźmie nad nim górę, jeśli emisja masowa nie zagwarantuje sobie dostatecznej atrak­cyjności. „Rynek sprzedawcy” zostanie zastąpiony „rynkiem odbiorcy”. Emisja masowa pozostanie przy jednej, za to ,,klasycznej” specjalności serwisie informacyjnym, który musi opierać się, jak powiedzieliśmy, na pracy przemysłu zbierania najnowszych wiadomości; w późniejszym okresie, gdy pojemność kanałów telekomunikacyjnych zwiększy się je­szcze bardziej.

WIELU TEORETYKÓW

Obok kaset do dyspozycji odbiorców oddana będzie za­wartość „pamięci” gigantycznych magazynów, gotowych w każdej chwili przekazać do emisji dla pojedynczego odbiorcy zarejestrowane na swoich nośnikach programy. Wyszuka daną pozycję oczywiście — kom­puter… Wielu teoretyków masowych środków przekazu, mało lub niedość głęboko interesujących się postępem technicznym, koncentruje swą uwagę na perspektywach teletransmisji satelitarnej jako otwierającej nowe drogi masowym środkom oddziaływania. Rozumie się przez nie z reguły nowe drogi i nowe źródła konfliktów tudzież zagrożenia; obawa tymczasem wynika z niedostatku wiedzy o technice i organizacji łącz­ności: przekaz wprost do odbiorników telewizyjnych będzie możliwy tylko w tych kanałach, które są na danym terenie wolne, i nie sposób sobie wyobrazić, by jakiś kraj rzucił na swój rynek aparaty umożliwia­jące odbiór w wyższych pasmach, dotąd nieużytkowanych, nie zadbaw­szy o to, by te wyższe pasma >,zagospodarować” własnymi programami.

ZAKŁÓCENIE EMISJI LOKALNEJ

A zakłócenie emisji lokalnej spowoduje co najwyżej retorsję lub spa­raliżowanie wszelkiego odbioru w danym kanale; być może, znajdą się piraci satelitarni, skłonni do takich aktów agresji, działania ich jednak zaprowadzą do nikąd. Nawet przy wielkiej liczbie kanałów w pasmach o   wyższej częstotliwości groźba dżungli informacyjnej w kosmosie nie da się traktować poważnie: komunikacja informacyjna via kosmos bę­dzie musiała podlegać o wiele surowszym prawom niż obecna emisja radiowa, ponieważ już w tej chwili za pośrednictwem satelitów prze­kazuje się wiele programów naraz. Ta rola kosmosu rozwinie się, sate­lity będą głównie wielokanałowymi przekaźnikami transmitującymi, „podającymi dalej” tysiące programów telewizyjnych i miliardy innych informacji, a trudnością będzie sterowanie rozdziałem kanałów na bie­żąco (co, rzecz jasna, załatwi komputer).

TELEKOMUNIKACJA SATELITARNA

Telekomunikacja satelitarna będzie z pewnością błogosławieństwem łączności, mimo nadziei różnych specjalistów od „wojny psychologicz­nej”, rozładuje bowiem częściowo tłok w kanałach telekomunikacyj­nych Ziemi. „Częściowo”, nie całkowicie, bo telekomunikacja satelitarna opóźnia jednak dość mocno odbiór sygnału i np. dla kontaktu z kompu­terem „na bieżąco” jest mało praktyczna. Ale tak czy inaczej, przerzuci nad kontynentami wszystkie te rodzaje informacji, dla których decydu­jącą sprawą jest ilość, nie zaś tempo — „masówkę” transportu infor­macji. Rozładowanie tłoku w kanałach telekomunikacyjnych Ziemi stanie się jednym z najważniejszych problemów jutra. Trzeba pamiętać, że właś­nie pojemność tych kanałów pomnożona przez ich długość będzie w nie­dalekiej przyszłości podstawowym wskaźnikiem technicznym postępu cywilizacyjnego danego społeczeństwa, nie mówiąc już o tym, że zdalne przetwarzanie danych za pomocą komputerowych sieci obliczeniowych uwarunkuje postępy gospodarki.

PROBLEM PRZYSTOSOWANIA

Zostawmy jednak na razie gospodarkę na boku i zajmijmy się kon­sekwencjami rozwoju telekomunikacji. Jeszcze przed końcem tego stu­lecia każdy nowo narodzony obywatel globu, z pewnością zaś każdy obywatel kraju wyżej rozwiniętego przemysłowo, otrzyma numer swego osobistego telefonu, a w nieco dalszej przyszłości, gdy telewideofony odpowiednio stanieją — numer telewideofonu. Spadnie również wydat­nie cena usług telekomunikacyjnych, kanały mikrofalowe, a potem świat­łowody, przenoszące superpojemne informacyjnie wiązki światła la­serowego, uczynią nasz glob rzeczywiście „planetarną wioską”, jak to powiada McLuhan.

KONTAKT Z KAŻDĄ STRONĄ ŚWIATA

Kontakt z dowolnym mieszkańcem kuli ziemskiej, widzialnym na ekra­nie telewideofonu, kontakt z dowolnym komputerowym bankiem infor­macji, a więc dowolną biblioteką czy filmoteką świata, możliwość prze­rzucenia na swe ekrany domowe dowolnego obrazu z dowolnego punktu Ziemi, gdziekolwiek stoi jakaś kamera rejestrująca obraz — wszystkie te możliwości mogą wpłynąć radykalnie na styl życia człowieka. Przy­jaźnię się z mieszkającymi tysiące kilometrów ode mnie ludźmi, z któ­rymi nigdy nie zetknąłem się bezpośrednio; jeśli jestem naukowcem — należę do zamkniętych ekskluzywnych społeczności fachowych, całko­wicie zdecentralizowanych terytorialnie.

NA EKRANACH

Jeśli chcę — oglądam na swych ekranach obrazy z mórz południowych, jakbym je miał za oknem, ba, kamera wędrująca po jakichś pięknych okolicach sprawia, że moje mieszkanie podróżuje po nich, ja zaś z nim razem, wyciągnięty w fotelu czy też krzątający się przy parzeniu kawy, którego to rytuału człowiek nigdy chyba nie odstąpi żadnej maszynie. Mogę sięgnąć po książki z Berkeley czy też Tokio lub Moskwy, nie opuszczając letniego domku nad jeziorami mazurskimi. Mojemu życiu telekomunikacja nadaje wszechobecność, żyję w „podziale czasu” tak, jak obecne komputery pracują w podziale czasu, poświęcając kolejno ułamki sekund wykony­wanym „równolegle” programom. Czy staję się przez to innym czło­wiekiem?Nie wydaje mi się, żeby „inność’” była największym problemem.