AKTUALNE KŁOPOTY

Sytuacja przypomina tu nieco aktualne kłopoty ze stosowaniem w praktyce gospodarczej komputerów mamy już świetne maszyny i świetnych programistów, ale okazują się oni bezradni wobec złożoności nieznanych im procesów gospodarczych, których tajniki są znacznie trudniejsze do opanowania niż napisanie programu dla skomplikowanych obliczeń numerycznych. Informatycy nie znają rzeczywistości, którą mają uszczęśliwić swymi usługami, i podobnie genetycy będą musieli ściśle współdziałać z ekolo­gami, jako przewodnikami po bogactwie życia.Czytelnik zaakceptuje teraz łatwiej pogląd, że Rewolucja Naukowo- Biologiczna może rozciągnąć się na kilkaset lat. Ale też wyniki jej przerosną nasze najśmielsze przypuszczenia. Za kilkaset lat nasi pra- wnukowie będą mogli, jeśli tylko zechcą, przystąpić do biologicznego zrekonstruowania, czyli do stopniowego wyhodowania zaginionych ol­brzymich gadów jurajskich, posługując się, jako formą wyjściową, wa­ranami z Komodo: będą co generacja poprawiali program genetyczny, przebudowując go aż do pożądanego efektu.

ARMIA GENETYKÓW

Te układy, zwane biocenozami, również me są względem siebie wzajem autonomiczne; wchodzą ze sobą w układy wyzszego rzędu, zwią­zane z procesami geochemicznymi, geofizycznymi i klimatotworczymi. Nie można będzie więc zaprojektować po prostu lepszej pszenicy o , tak w ogóle, abstrakcyjnie „lepszej”, być może — będzie się projekto­wało tyle jej odmian, ile biotopów służyć będzie jej uprawie!Wynika z tego, że armii genetyków będą musiały przyjść w sukurs armie ekologów, dziś ciągle jeszcze najrzadszych specjalistów w rodzinie biologów, choć ich dziedzina kosztuje stosunkowo tanio. Nie da się tych badań prowadzić prędko, z szybkimi efektownymi sukcesami; lata obserwacji, zżycia z daną okolicą, żmudnych prób i eksperymentów, ofiarowują w zamian niezwykłą przyjemność „czytania w księdze ży­cia , jak poetycznie nazywają badania biologów pisarze popularnonau­kowi. Ale ceną, jak powiedzieliśmy, jest czas…

SZYBKI POSTĘP

Nie sądzę, by postęp był tak szybki, jak się tego spodziewają sami genetycy. Nie dostają oni na swe badania nawet ułamka tych pieniędzy, jakie zużywa się na wymyślanie nowych broni czy na jałowe od 20 lat dociekania fizyków cząstek elementarnych. Gdyby zresztą i dostali z dnia na dzień takie same fundusze, nie zdołaliby ich nawet wykorzystać, ponieważ ich samych jest za mało. Wreszcie — od zbudowania sztucz­nego genu drożdży do możliwości przebudowywania struktury cząstek DNA np. pszenicy droga jeszcze dość daleka. Przyroda zaś nie jest pro­stą sumą żywych istnień; w każdym miejscu, gdzie występuje, tworzy skomplikowany układ powiązań i zależności, który rozszyfrować trzeba w każdym miejscu osobno, jak się rozplątuje węzełki na nieskończonym sznurze.

PROGRAMOWANIE ŻYCIA

Na szczęście, trzy pokolenia, które pojawią się w okresie nadchodzą­cych 75 lat (wiek rodności przesuwa się w górę), to w sensie genetycz­nym za krótki okres na trwałe zwyrodnienie gatunku. Ale marna to po­ciecha dla tychże trzech pokoleń, które wyjdą z wirażu cywilizacyjnych przekształceń poturbowane i okaleczone; stworzą lepszy świat me dla siebie. Czy, w porę uświadomione, nie potrafią się zorganizować i ustrzec? Mało to prawdopodobne. Pochód nowoczesnych jeźdźców apo­kalipsy dopiero się rozpoczął. Będzie tragicznym paradoksem przyszłości, że z tych trudnych, choc pasjonujących kilkudziesięciu lat przyspieszenia przyspieszenia ludz­kość wyjdzie ku nowej fantastycznej przygodzie, zaledwie dzis przeczu­wanej. „Cudowny ryż” z Los Banos, „cudowne pszenice” Borlauga, sztuczny gen Khorana dają nikły przedsmak tego, co się będzie działo…

WIELKIE MIASTA

Wielkie miasta cywilizacji przemysłowej, które zapewniają dzieciom swych mieszkańców lepszą opiekę lekarską i bardziej nasycone cennymi substancjami pożywienie, niż może to uczynić współczesna wies kon­tynentu europejskiego, otóż te same wielkie miasta odcinają swych mie­szkańców nie tylko od przyrody, ale i od ruchu fizycznego. Ludzi pracu­jących „fizycznie” jest coraz mniej. Robotnik współczesny bardziej pra­cuje głową i nerwami niż rękami, a robotników w wysoko rozwimętych przemysłowo społeczeństwach już teraz jest mniej mz pracowni czysto” umysłowych.A nie wspominam już o „inwalidach cywilizacji”, ofia­rach wypadków drogowych — co drugie rodzące się dziecko we Francji ma w sensie statystycznym szansę zostać kaleką bądz zginąć… Słowem, wszystko sprzysięgło się przeciw pokoleniu, które teoretycznie może dożyć Lemowskiej „zjednoczonej planety”.

ŚWIADOMA CZĘŚĆ LUDZKOŚCI

I ze na pewno straci to sens w czasach, gdy płód będzie mógł rozwijać się w sztucznej macicy, w optymalnych dla siebie warunkach, gdy zdolność karmienia da się pobudzić hormonalnie? Procesy wyżej opisane, wobec których świadoma częsc ludzkości oka­zuje się najzupełniej bezsilna, potwierdzają w tragiczny sposob tezę Marksa, że funkcjonowanie społeczeństw człowieczych jest tylko ro za- iem ruchu właściwego całej przyrodzie; los pojedynczego człowie a, przezeń samego pozornie kształtowany, również nie stanowi zaprzecze­nia te i tezy — człowiek nie może wznieść się ponad swoje srodowis , nie potrafi uciec przed nim ani też się od niego skutecznie izolować.

WIELE KONIECZNYCH KROKÓW

Dodajmy wysiany już do atmosfery stront 90, dodajmy krypton 85, który produkowany” przez elektrownie jądrowe, dziś nie stanowi pro­blemu, ale stanie się problemem za lat 15, kiedy takich elektrowni bę- dzie więcej. Otrzymamy w sumie cały szwadron nowoczesnych jeźdź­ców apokalipsy, znakomicie uzupełniających plagi alkoholizmu, palenia papierosów, lekomanii i narkomanii, szwadron, którego okiełznanie mu­siałoby zająć około 15 lat, i to zgodnej, ogólnoświatowej współpracy, trudnej dziś do wyobrażenia. Dla wielu koniecznych kroków trudno spodziewać się aprobaty nawet i za 30 lat: kto podejmie się przekonać obywateli Ziemi, że rodzenie dzieci nie jest „naturalnym” ani „oczywi­stym” prawem każdej kobiety? Kto podejmie się wytłumaczyc, ze macie­rzyństwo nie musi być poprzedzone porodem, że potrzeba uczuc me mu­si być zaspokajana z całym fizjologicznym ambarasem ciąży?

SZYBKIMI KROKAMI

Szybkimi również kro­kami zbliżamy się do paradoksalnego kryzysu żywnościowego — będzie coraz więcej do jedzenia, ale to, co będzie do jedzenia, bynajmniej nie zagwarantuje prawidłowego odżywiania. Już dziś nie zawsze wiadomo, czym naprawdę karmi się krowa, której mleko dostarczamy niemowlę­tom w przekonaniu, że zawiera pożądane i spodziewane składniki. Pasze „wzmacniane” antybiotykami i środkami hormonalnymi, zadawane bydłu Ameryki Północnej, doprowadziły w Szwecji do zakazu importu amery­kańskiego mięsa, ale „eksperymenty” hodowców w tym zakresie wcale nie zostały zahamowane. Przedawkowywanie nawozów azotowych jest zjawiskiem tak częstym, że nie podlegającym praktycznie rejestracji; chemikalia chwastobójcze nie ograniczyły swej ekspansji i wątpię, by kraje cierpiące głód wyrzekły się tej broni, obosiecznej wprawdzie, ale podwyższającej plony, tak samo jak nie wyrzekną się jej ci, którzy na wysokich plonach potrafią robić pieniądze…

W CIĄGU LAT

Tak więc w ciągu najbliższych 50 lat zanotujemy skokowy przyrost liczby osobników niedorozwiniętych umysłowo i poważny wzrost od­setka ludzi o wrodzonych wadach biologicznych (nadużycie haseł eugeniki dla morderczych planów hitlerowskich odsunęło możliwość jej propago­wania na czas życia całego pokolenia pamiętającego drugą wojnę świa­tową).Nie koniec na tym. Nasz gatunek musi, niestety, zapłacić rachunek za permanentne skażanie środowiska naturalnego. Płacić będą najmniej winni: miliony dzieci w rejonach wysokiego zapylenia i zatrucia gazami atmosfery będą rozwijały się gorzej niż ich rówieśnicy w „czystych” okolicach, ponieważ dla wielu krajów rozwój przemysłu przez wiele jeszcze lat ważniejszy będzie od rozwoju dzieci.

INTERESY LUDZKOŚCI

Z punktu widzenia interesów ludzkości „praktyczniejsze” już byłoby rodzenie osobnikow nie w pełni sprawnych biotechnicznie niżeli umy­słowo niedorozwiniętych. Ludzie o widocznym kalectwie lub ukrytych wadach fizjologii mogą być pełnowartościowymi członkami ludzkiego stada, niemało wszak było wśród nich geniuszy, a korelację między ułomnością i sublimowaniem się inteligencji dostrzeżono już dawno. Niestety, inteligentny człowiek dziedzicznie obciążony jakąś nie­korzystną cechą uchyli się raczej od ryzyka przekazania dzieciom swej ułomności; to on zwróci się do poradni eugenicznej, jeśli takie powstaną, by uzyskać informację, co grozi jego potomstwu, tak samo jak podda się w przyszłości badaniu chromosomalnemu każdy normalny obywatel społeczeństwa ludzi rozumiejących, co się do nich mówi. Nie uczyni tego debil ani tym bardziej imbecyl…